poniedziałek, 13 grudnia 2010

32. i 33.

Czy ja kiedykolwiek zmądrzeję? Czy ja kiedykolwiek dorosnę? Mam coraz większe wątpliwości. Czas mija nieubłaganie, szybciej i szybciej. Kolejne terminy, zadania, a ja tkwię z głową gdzieś w młodzieńczych marzeniach i nie mogę otrząsnąć się z macek magii różnych postaci i kolorów. Gdybym chociaż umiała się rozdwoić... A trudno czytać, nawet o ciekawych i ważnych rzeczach, gdy większa część uwagi fruwa gdzieś w eterze.

Cieszcie się niebiosa, że już nie zaśmiecam przestrzeni publicznej tworami maści wszelakiej. Tkwią grzecznie w otchłaniach niepamięci i niech tam pozostaną. Ale chyba jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa... ;) A może już jestem za stara? Ponoć z pewnych rzeczy się nie wyrasta. Może to naiwne, ale ja wcale nie chcę wyrosnąć. I mam cień nadziei, że tak pozostanie.

sobota, 11 grudnia 2010

31.

W takie krótkie zimowe dni najbardziej marzą mi się długie podróże w najegzotyczniejsze miejsca na Ziemi. Niech mi się chociaż przyśnią w czasie zimowego snu.

piątek, 10 grudnia 2010

30.

Co by tu dzisiaj... A! Zaliczyłam oczywiście kolejną przewrotkę. Tym razem na schodkach. Pół dnia byłam z siebie dumna, że nie dałam się zimie... Dwadzieścia metrów od domu musiało mnie dopaść. No inaczej się przecież nie dało...

Jutro idę na łyżwy, przetestować najbliższe lodowisko. Mam nadzieję, że nie będzie tłumów dzieci, bo wtedy nie da się nic zrobić. Paradoksalnie - na łyżwach się nie przewracam. Ups, pewnie wykrakałam.

Miłego weekendu! BEZ przewrotek.

czwartek, 9 grudnia 2010

29.

I znów pada śnieg. Człowiek najchętniej zaszyłby się w domku pod kocem z kubkiem gorącej herbaty/czekolady. A trzeba wstać raniutko, przedrzeć się przez miasto (tak... całe dwa przystanki tramwajem) i kolejką dojechać do Rembertowa. Kto to wymyślił, żeby na angielski jeździć na drugi koniec świata? Myślałam, że świat kończy się na Ruczaju w Krakowie. Okazuje się, że jednak nie. Zdecydowanie aktualny koniec świata znajduje się w Rembertowie. I już nie mogę się doczekać kilku miłych spotkań, ale na to jeszcze przyjdzie czas... Weekend zapowiada się nader aktywnie - pomiędzy lodowiskiem a książkami na środowy egzamin.

środa, 8 grudnia 2010

27. i 28.

Chyba tylko kontrolnie. Żyję, mam się jakoś. Jakoś tak nie za specjalnie, ale się mam. Nie mogę doczekać się, kiedy będę mogła pójść na lodowisko. A w chwili obecnej jestem obolała i przytoczona. I tyle. I zajęta za bardzo, żeby na spokojnie usiąść i uwywnętrznić troszkę swój wewnętrzny światek. Może kiedyś przyjdzie taki dzień...

poniedziałek, 6 grudnia 2010

26.

Zdaję sobie sprawę, że tu mało ciekawie... Postaram się coś z tym zrobić. Ale w ostatnich dniach nie mogę narzekać na nadmiar wolnego czasu. Zapełnił się on dokładnie, pozostawiając niewielkie odstępy niezbędne na jedzonko i chwilę relaksu. Jutro kolejny intensywny dzień z gimnastyką w środku na pognębienie moich bolących pleców. A tu jeszcze trzeba wepchnąć naukę do egzaminów, licencjat, myślenie o przyszłości i... Dziś wreszcie trafiła do mnie długo wyczekiwana książka. "Podróżnik WC. Wydanie II poprawione" Wojciecha Cejrowskiego.
Od dawien dawna miałam nadzieję, że uda mi się ją dopaść w starym wydaniu, ale ukazała się ponownie. Tym lepiej dla mnie. Nie mogę się już doczekać, kiedy będę mogła zagłębić się w lekturze. Hehe. Dzisiejsza noc będzie jedną z tych spędzonych w podróży. Jak do tej pory tylko przejrzałam, ale już wiem, że to kolejna pasjonująca przygoda. I to bez ruszania się z łóżka. Odrobina egzotycznego słońca w naszej zimowej rzeczywistości. Dam znać, jak wrażenia z trasy. ;)

Kto mnie pouczy hiszpańskiego?

Mam nadzieję, że niedługo uda mi się napisać coś ciekawszego, dłuższego, z polotem. Trzymajcie się ciepło.

A... wszelkie uwagi, pomysły, krytyka (najchętniej konstruktywna) wskazane. :)

niedziela, 5 grudnia 2010

24. i 25.

Od dwóch dni nic ciekawego, tylko ból pleców. Ale przynajmniej okazało się, że czteromiesięczne maluchy nie są takie straszne.